sobota, 23 sierpnia 2008

Safari Masai Mara 17-18.08.2008

Nie będę pisać dużo, bo wszystko to co się tam działo sprowadzało się zdecydowanie bardziej do widzenia niż cokolwiek innego w moim życiu. Żaden budynek, żadne miasto, żaden wytwór człowieka nie może równać się z obserwacją tętniącego życia, płynącego spokojnie przez sawannę milionami zwierzęcych istnień.

http://picasaweb.google.com/ekijewska/MasaiMara

Będąc w Masai Mara ma się takie przeświadczenie, że czas się tam zatrzymał. Że ten krąg życia toczy się tam nieustannie przez miliony lat i ma on centralnie w nosie to, co dzieje się poza parkiem. Lwy zjadają gnu, gnu zjada trawę, słonie jedzą drzewa a sępy jedzą wszystko co popadnie. I do tego taki nieograniczony przestwór tego parku. Po horyzont. Bezkres.
Jedynym przeszkadzaczem są oczywiście ludzie w tych safari autach, ale to można pominąć.
Jest tam po prostu pięknie.
Ja nigdy nie uważałam się za jakąś szczególną miłośniczkę łona natury, choć odnosiłam się do niej z szacunkiem. Ale to doświadczenie przewróciło mi świat trochę.
Jacy my jesteśmy ubodzy i biedni i nadzy z tym naszym betonem, asfaltem, tym przetworzeniem i przekształceniem. Z pustymi lasami. Z pustymi łąkami. Z tymi kilkoma sarenkami, niedźwiadkami i paroma ptaszkami. Bieda i nędza.
Prawdziwe bogactwo jest tutaj. Nadchodzi z każdej strony, szczerzy kły, mlaska, wydaje jakieś swoje różne dźwięki, śmierdzi, merda ogonem, rozpościera skrzydła i pochyla się nad rozkładającą się śmierdzącą padliną. To oni są bogaczami. A my, pozbawieni natury białasy, ciągniemy tu dziesiątkami i tacy wygłodniali, spragnieni, jak hieny, próbujemy chociaż troszeczkę się tym posilić.

Nie chcę wracać do Europy po tym co tu widziałam. Nie chcę równych dróg, prądu, bieżącej wody, Internetu i całej reszty białych wymysłów. Wolę tę ciszę. Wiatr szumiący w nieszczelnym dachu mojego domku z gówna, palące słońce, cowieczorne koncerty świerszczy, kąpiele w gorącym źródle między drzewami w towarzystwie nietoperzy, tę ciszę, ten spokój, ten brak pośpiechu…

Nie jestem sobie w stanie wyobrazić powrotu do Warszawy. Na szczęście na razie nie muszę.

Myślę sobie tylko czasem, że to jest takie miejsce, w którym mój Tato czułby się bardzo szczęśliwy. Może Enkai go tutaj przyprowadzi…

Brak komentarzy: