czwartek, 31 lipca 2008

17.07.2008 – Czwartek

Narok – miasto piachu, syfu, kurzu, brudu i śmieci.
W końcu nadchodzi mój czas na kontakt z cywilizacją!!!!!! INTERNET J
A wyobrażacie sobie, że przez tydzień można nie odbierać poczty, nie sprawdzać newsów, nie ggadać, nie czatować i w ogóle mieć komputer ogólnie w dupie? Naprawdę. Za to można co wieczór siedzieć przy ognisku w pełni księżyca i słuchać świerszczy, które są tu wielkości myszy. I przyglądać się nietoperzom w kolorze pomarańczowym.
Narok jak to Narok – syf malaria nabiera nowego znaczenia J podobnie jak syf, kiła i mogiła :-P
Fajne w Narok jest tylko to, że kupuje się tam jedzenie. I to nie byle jakie. Tym razem kupujemy np. avocado w cenie 10 KSH (33 grosze) za sztukę. Każde z nich wielkości strusiego jaja, do tego miękkie i pachnące. Oprócz tego banany, papaje i mango, które są jak małe arbuzy. Wiele rzeczy można Afryce zarzucić, ale w żadnym wypadku nie można powiedzieć, że nie mają fajnych owoców. Słaby mają za to chleb. Jedzą chleb tostowy tylko. W końcu to brytyjska kolonia. Aż żałujemy, że nie jesteśmy w Mozambiku, gdzie jak przystało na prawie francuzów, serwuje się bagietki i inne francuskie bułeczki-pierdolniczki.
Wracając z Narok mam swoje pierwsze przeżycia z dziką zwierzyną. Widziałam zebry, strusia, impale, a potem jeszcze małpy. Jakieś takie szare puszyste z długimi pokręconymi ogonami.

Brak komentarzy: